Gdy kwitną bzy...
Życie na Zielonej Białołęce wraz z wiosną wyraźnie nabiera tempa. A od kiedy Brzdąc nauczył się samodzielnie tupać, trzeba zwiększyć tempo, by go złapać. Długie spacery w wózku już nie wchodzą w grę – choć spaceróweczka przewiewniejsza i zdecydowanie lepszy widok, to jednak dobrze byłoby sobie pobiegać samodzielnie – właściwie, po coś ma się te buty na nogach!
Słoneczko już pięknie przygrzewa, pora na kapelusz z szerokim rondem i krem z wysokim filtrem dla Maluszka. Znowu krem? Przecież słońce świeci i nie ma mrozu! Najlepiej go zlizać, tylko jak sięgnąć do nosa? A kapelusz? Po co komu kapelusz na lato? Oczywiście, bunt: niedawno zimowa czapa, teraz letni kapelusz? Czy nigdy nie można mieć gołej głowy? Może uda się go rozwiązać...
Wiosenne spacerki przez Zieloną Białołękę mają wiele uroku. Niestety, nie wszyscy doceniają np. kwitnące bzy na Brzezinach. Po co kwitną, jak nie można ich dosięgnąć?! Nawet wstać w wózku nie można, bo przypięli szelkami. Po co woda, w kanałku, kiedy nie można do niej wleźć i się pociapać? Kajakiem po też pewnie nie dadzą popływać. Może, chociaż łosia uda się zobaczyć? O, hotel, a przed hotelem armata - może pozwolą na nią wpełznąć? Nie? Tego też nie można? Ech, to już lepiej pójdę spać. Dobrze, że od czasu do czasu zabiorą na basen, albo na jakiś piknik.
Między Warzelniczą a ul. Brzeziny bez przerwy jeżdżą jakieś ciężarówki, koparki, spychacze – czyżby zaczynało się równanie terenu przed budową trasy Mostu Północnego? Kiedy ona powstanie, spacerki nie będą aż tak urocze, ale do tego czasu, na pewno już powstanie park obok kościoła.
Zielona Białołęka rozwija się coraz bardziej i życie staje się coraz bardziej wygodne. Otwarto już Centrum Handlowe Białołęka, gdzie pracuje wielu mieszkańców Dzielnicy, powstaje coraz więcej punktów handlowych i usługowych. Od niedawna działa sklepik z artykułami dla zwierząt, a w pobliżu Ostródzkiej także nowy sklepik z artykułami dla dzieci. Jest kilka restauracji, pub i aż trzy przychodnie działające w ramach NFZ. Od września ruszy nowe, duże niepubliczne przedszkole, jedno przedszkole samorządowe i gimnazjum. Poza tym, większość mieszkańców to ludzie młodzi, pełni energii i pomysłów. Jeżeli komuś znudzi się ponadgodzinny dojazd do pracy, zawsze może rozpocząć działalność zawodową bliżej domu. Wiele jeszcze brakuje i właściwie, każdy pomysł ma duże szanse powodzenia.
Wiosną, kiedy Zielona Białołęka rozkwita, życie staje się dużo przyjemniejsze, łatwiejsze i atrakcyjniejsze. Zimą ciężko wybrać się gdzieś z Maluszkiem, a atrakcji na miejscu, nawet jak na lekarstwo, zbyt mało. Maluch rośnie, jakby jadł tylko drożdże i chciałby w końcu też nawiązać jakieś kontakty towarzyskie: porozmawiać z kimś o zbliżonym zasobie słów i ilości zębów; z kimś, kto nie będzie ciągle patrzył na niego z góry. Szanse na dostanie się do żłobka są niewielkie, a wszystkie zajęcia na Zielonej Białołęce adresowane są dla dzieci w wieku, przynajmniej, kilku lat. To już, co prawda, druga wiosna Brzdąca, ale raczej nie byłby zainteresowany nauką języka angielskiego ani jazdą konną. Wiele zabawniejsze jest bieganie na dwumetrowym dystansie, sprawdzanie, czy misio potrafi pływać w kałuży, albo wspólne z innymi bobasami posypywanie piaskiem zjeżdżalni.
Na szczęście, wiosną na Zielonej Białołęce jest coraz więcej imprez plenerowych. W kwietniu wielkanocne spotkania ze sztuką, w maju Biesiada Białołęcka, a już na początku czerwca czeka nas letni piknik rodzinny. Maluch, co prawda niewiele skorzystał, oprócz słuchania muzyki, ale przynajmniej przedszkolak wyskakał się do woli na dmuchanych zamkach, a nawet pojeździł na prawdziwym, dużym koniu!
W przedszkolach wielka akcja – segregacja. Teraz idąc przez łąkę słyszę: „o, nieładnie ktoś wyrzucił, a powinien do zielonego pojemniczka”. Niestety, nie wszyscy mieszkańcy zostali w ten sposób wyedukowani - może nie chodzili do przedszkola. W miejscu, gdzie Warzelnicza styka się z nową drogą do szkoły i przedszkola, można znaleźć, nawet zużytą kanapę.... Miejmy nadzieję, że za dwadzieścia lat, obecne przedszkolaki, nadal będą chciały korzystać ze specjalnych pojemniczków.
W maju, oprócz pikników, tradycyjnie odbywają się też pierwsze komunie. W tym roku, piękną wiosną, przystąpi do niej wiele białołęckich dzieci. To wielkie wydarzenie dla całej rodziny, która pewnie przyjedzie na tę uroczystość z wielu zakątków kraju. Mieszkańcy Zielonej Białołęki w mniejszości są rodowitymi warszawiakami. Najczęściej są to tzw. „warszawiacy z wyboru”: ludzie, którzy przyjechali z całej Polski i właśnie tu znaleźli swoje miejsce na ziemi - postanowili się osiedlić i założyć rodziny. Ale, kiedy przyjadą wszystkie babcie, ciotki, wujowie, stryjowie, kuzynki i dziadkowie, trzeba ich gdzieś ugościć i czymś nakarmić.
Tradycyjnie, nieodłączną częścią komunijnej uroczystości jest przyjęcie. Ci, którzy mieszkają w domkach, korzystając z pięknej pogody mogą zrobić przyjęcie w ogrodzie, właściciele większych mieszkań, również nie będą mieli problemów ze zmieszczeniem całej rodziny w salonie. Można też zabrać całą ogromną rodzinkę do jednej z kilku restauracji, a nawet do hotelu.
W majowym słońcu na płotach leniwie wygrzewają się koty patrząc spod oka na młode sroki, szpaki i wróble bez przerwy krzątające się przy wychowaniu młodych. Maluch znów kręci się w wózku - dobrze byłoby poganiać jakieś gołębie, niestety, musi wystarczyć tylko widok leniwego rudego kota i dziewczynki na rolkach.
Marzena Makowska
maj 2009r.