Wakacje na Zielonej Białołęce
Lipiec przywitał nas deszczami, wichurami, upałami oraz przerwami w dostawach prądu. Dlaczego nie można wyjść na dworek? – Bo pada. A teraz? Już nie pada. – Teraz jest za gorąco. To może obejrzę bajeczkę? - Nie ma prądu. Rozwiązane już wszystkie zagadki, kolorowanki, przeczytane wszystkie książeczki, nawet zrobione ciasteczka w kształcie pajacyków.
Na parterze nowego osiedla przy Berensona zostawiono dużo miejsca na sklepiki – może będzie jakaś księgarnia? Nie trzeba by wtedy jeździć do centrum handlowego po książeczki. Na razie droga pomiędzy mostkiem a ul. Skarbka z Gór jest rozkopana i coś z niej robią. Nie wygląda to raczej na poszerzanie. Zainstalowano sygnalizację świetlną, puszczono ruch wahadłowo, przeniesiono przystanek 527.....ciekawe, co z tego wyniknie. Na razie nic, prócz kolejnego miejsca, w którym tworzą się korki, choć o tej porze roku są i tak mniejsze.
Wiadomo, wakacje! Duża część mieszkańców Zielonej Białołęki już wyjechała, inni dopiero planują urlopy. Tymczasem można wybrać się na wycieczkę rowerową, posiedzieć nad kanałkiem – do wyboru: Bródnowskim, Markowskim lub Żerańskim. Wytrwali i cierpliwi mogą też spróbować szczęścia łowiąc ryby. Maluchom wystarczają wycieczki na łąkę, gdzie po deszczu można znaleźć jaszczurki, żabki i całe wiaderka ślimaków. (Nie, nie ściskamy ślimaczków, bo psują się im skorupki. Nie, do buzi też nie można ślimaczka....) Od tego biegania po łąkach zepsuły nam się sandałki. Trzeba zorganizować wyprawę po nowe buciki. Pójdziemy do nowego sklepu w pobliżu Ostródzkiej. Idziemy, idziemy, i ...zamknięte! No, tak, urlop. Ale, w czym ty bobasie będziesz biegać? Na bosaka? Nie, może posiedzisz grzecznie w wózeczku? Tylko za chrupka? Na szczęście, na Skarbka drugi sklepik z bucikami, a przy okazji wstąpimy do apteki po coś na komary i do spożywczaka po kolejną paczkę chrupek. Obejrzymy też nową drogę za parkingiem.
Otwarcie ulicy Magicznej było wielkim wydarzeniem dla mieszkańców Zielonej Białołęki, a zwłaszcza mieszkańców ul. Skarbka z Gór. Nie dziwi więc obecność lokalnych władz. Oczywiście, nic nie jest doskonałe, zwłaszcza polskie drogi. Drobne niedociągnięcia, które odbijają się kamyczkami o samochody, a jeśli kiedykolwiek będą chcieli puścić tamtędy autobus, okaże się, że jest za wąska – tak, jak Skarbka i wiele innych białołęckich ulic, które wciąż przypominają raczej drogi wiejskie, niż miejskie. Dobrze, że jeszcze pozostał jeden kawałek zamknięty – w sam raz na spacerki z najmłodszymi amatorami drzemek w wózeczkach.
Wraz z „miejskim” rozwojem Zielonej Białołęki niknie jej zielony charakter. W miejscu stadniny przy Głębockiej powstaje nowe osiedle. Zamiast trawki i pasących się koników, na które z przyjemnością można było popatrzeć, a nawet pojeździć, będzie kolejne osiedle mieszkaniowe – bloki. A raczej: apartamentowce. Dzieci z Zielonej Białołęki stracą jedną z niewielu możliwości zajęć pozalekcyjnych – jazdę konną. Mogłyby przy okazji kontaktu z naturą i rozwoju zainteresowań, rozwinąć także wrażliwość i sprawność fizyczną. Miejmy nadzieję, że młodzież z naszych osiedli nie będzie skazana na siedzenie na ławkach przed blokami.
Pojawia się jeszcze jeden problem: odwieczny problem Zielonej Białołęki, a może całej Polski – komunikacyjny: jak wszyscy, chcący dojechać do pracy – najczęściej na drugą stronę Wisły, zdołają się zmieścić na wąskich uliczkach? Jedna magiczna ulica i niewielkie rondo nie rozwiążą problemu.
Rozpoczyna się budowa Mostu Północnego – jeszcze go nie ma, ale już trwają debaty na temat jego nazwy. Propozycja miasta: Most im. Jana Pawła II. Właściwie wszystko jedno, jak będzie się nazywał, byle w końcu powstał i dało się nim jeździć, z pewnością usprawni komunikację między brzegami Wisły.
Sezon wakacyjny charakteryzuje się większymi lub mniejszymi pracami budowlanymi i remontowymi. U nas, właśnie oddano nowe osiedle: Derby 13, niedługo wprowadzą się nowi sąsiedzi, zaczną wykańczać i malować swoje nowe mieszkanka. W okolicy mają do dyspozycji już trzeci hipermarket budowlany. Po remontach trzeba będzie posprzątać. Wodociągi też odłożyły sprzątanie na czas wakacji i zarządziły płukanie rur, w związku z tym, przez kilka dni, woda w kranach na Zielonej Białołęce była lekko żółta.
Tegoroczny lipiec to upały i ulewy. Lub ulewy i upały. Po jednej z nawałnic sparaliżowało Warszawę – na szczęście – tylko tę po drugiej stronie. Zalało nawet metro – dobrze, że u nas jeszcze go nie ma – mniejsze straty i nic nas nie sparaliżowało. Jedne ulice zaczęły przypominać Wenecję, inne, raczej Afrykę w porze deszczowej – mieliśmy więc, cały świat w pigułce. Następnego dnia wszystko wyschło i nawet nie dało się pochlapać w kałużach. Jedynie w przydomowych i osiedlowych piaskownicach pozostały odkryte baseny. Ucierpiały jednak stare drzewa, które musiano po wichurach bardzo przyciąć.
Po burzach – upały. Szczęśliwi posiadacze, choćby niewielkich ogródków! Wystawia się minibasen, lub większą miskę z wodą i dzidziul już ma zabawę na cały dzień! Gorzej mieszkającym w blokach. Wytrzymanie na placu zabaw graniczy z cudem. Z resztą to niezdrowo, wychodzić na słońce w okolicach południa. Później też nie bywa znośniej. Na szczęście, niedługo sierpień!
Marzena Makowska
lipiec 2009r.