Zielona Białołęka truskawkowa
Po majowych upałach, czerwcowa pogoda nas nie rozpieszcza. Jedynie truskawki wnoszą do naszych domów słodki zapach lata. W sumie, dlaczego czerwiec nie nazywa się np. truskawiec? Chyba wszystkim kojarzyłby się dużo przyjemniej.
Od jakiegoś czasu wędrówki po Zielonej Białołęce nie są zbyt urozmaicone. Właściwie poruszamy się na trasie domek – warzywniak. Z domku do sklepu, żeby kupić truskawki i ze sklepu do domku, żeby truskawki zjeść. Od razu po zakupie, trzeba je szybko schować pod wózek, aby uniknąć histerii i natychmiastowego rozgniecenia przez nieletniego amatora świeżych owoców. Jak to, chowamy? Trzeba umyć? Nie, takie też są dobre! Ledwo można w wózku usiedzieć, po powrocie za to - uczta na całego! Zupka truskawkowa! W deszczową pogodę najlepsza zabawa jest w kuchni, gdzie zawsze można się wyciapać, a przy okazji coś pysznego podjeść.
Po drodze mijamy nowe osiedle - zdjęto już płot na skrzyżowaniu Skarbka i Berensona. Niedługo zaczną wprowadzać się nowi mieszkańcy, a na parterze zaplanowano dużo miejsca na sklepiki i lokale usługowe. Białołęka staje się bardziej miejska, bardziej warszawska, a tu pojawiają się pomysły o oddzieleniu nas od Stolicy. Czyżbyśmy nagle mieli przestać być warszawiakami? Zostaniemy tylko białołęczanami? To może tłumaczyłoby, np. brak kanalizacji, dziury drogowe, komunikacyjne i kulturalne. Niestety, oprócz fantastycznych przestrzeni oraz niezliczonych miejsc na wycieczki piesze i rowerowe, zaplecze kulturalne Zielonej Białołęki jest niewielkie. Od września do czerwca, dzieci znajdują zajęcia pozalekcyjne w szkołach i przedszkolach. W nowym roku szkolnym rozpocznie działalność nowa, niepubliczna szkoła podstawowa i nowe przedszkola. Ale co będą robić dzieci z Białołęki w czasie wakacji? Pierwszy tydzień nie napawa optymizmem. W jednym z przedszkoli, nudząca się młodzież, zajęła się demolowaniem placu zabaw. Nie wszystkie dzieci wyjadą na całe wakacje, nie wszystkie też wezmą udział w akcji „Lato w mieście”. Cóż, w czasie deszczu, dzieci się nudzą......
Choć z pewnością nie nudzą się rodzice. W domku Maluch daje jedną książeczkę za drugą. W końcu „cała Polska czyta dzieciom”. Ale ileż razy można czytać „Kaczkę Dziwaczkę”? Nie... mama ma już dość. Daj inną. Nie, to na nic. Znów sesja z kaczką. To chyba jakaś kacza klątwa.
Czerwcowa pogoda nie zachęca do spacerów. Za to bobas bardzo zachęca. Już czapka na głowie – to nic, że na lewą stronę. Dobrze, że pogodził się z losem – nie ma wyjścia bez czapki. Zdejmowanie zacznie się, kiedy tylko wyjdziemy za próg. Przynosi butki: jeden kaloszek, jeden sandałek – obydwa prawe. Wymownie pokazuje na nóżki – o tu, tu! I już gotowy do wyjścia. O, proszę, nawet klucze znalazł!
Od czasu, do czasu, w przerwach deszczu zdarzają się słoneczne dni. Prawie letnie. Wtedy można by pojechać do jakiegoś lasu. W sumie, na Olesin jest dość blisko, choć droga pozostawia wiele do życzenia, a w samym lesie więcej śmieci niż grzybów. Szczęśliwi posiadacze rowerów, mogą wybrać się nawet na wycieczki w przeciwdeszczowych płaszczykach. Będą to bardziej wycieczki crossowe, niż szosowe, gdyż ścieżek rowerowych też nikt tutaj nie widział. Można za do woli „obcować z naturą”. Na łąkach pełno bażantów, kuropatw i zajęcy. Podobno, jak ktoś ma szczęście, to może zobaczyć nawet lisy, dziki i łosie. W wakacje, kiedy dnie są dłuższe, jest więcej czasu na wycieczki.
Skończyła się nauka w szkołach, kończą się też zajęcia w przedszkolach. Dla większości przedszkolaków zakończenie roku to wielkie święto, które wiąże się z występami i festynem dla rodziców. Już od tygodni maluchy uczą się piosenek, przygotowują kostiumy i uczą się roli. Dla wszystkich dzieci i rodziców będzie to wielkie wydarzenie.
Dzieci ze szkoły przy Berensona po wakacjach już do niej nie wrócą. Właściwie, to ostatnia szansa, żeby zrobić zdjęcie starej szkoły, która ma zostać rozbudowana i z pewnością nie będzie już istnieć w starej formie. Tymczasowo podstawówka będzie mieścić się w budynku nowego gimnazjum przy Ostródzkiej. Przez ostatni tydzień trwały przygotowania do przeprowadzki: pakowanie książek, plansz, map, linijek itp. Z pewnością wszystkim będzie brakowało starych, dużych drzew ocieniających ławeczki i kameralnego charakteru małej szkółki.
Z majowych upałów pozostał nam tylko lekko przypieczony nosek i ledwo rozpoczęta tubka z kremem do opalania. Miejmy nadzieję, że przyda się jeszcze tego lata... Gdzieś daleko pod polarkową bluzą i ciepłymi dresikami leży letni kapelusz. Na wierzchu za to łatwiej natknąć się na kaloszki i płaszczyk przeciwdeszczowy. Pogoda, na szczęście, nie przeszkodziła w czerwcowym, rodzinnym pikniku, na który przyszło wielu mieszkańców Zielonej Białołęki. Kolejny piknik prawdopodobnie już za rok!
Marzena Makowska
czerwiec 2009r.